Jak się robi cuda

Wpisy

  • piątek, 04 lipca 2014
    • Zamiast

      Zamiast jest ciekawym słowem. Zależy co jest po nim. Zamiast grać koncerty zajmuję się dzieckiem. A może zamiast grać kiepskie chałtury jestem dobrą matką?

      Mam szczęśliwe dziecko. Zamiast mnie? Czasem bywam szczęśliwa. Czasem nie chce mi się otwierać oczu. Kiedyś wstając rano czekałam aż ujrzę moje dziecko które jest inne niż poprzedniego dnia. Chciałam go obierać z autyzmu jak płatki z cebuli. Trochę minęło zanim zauważyłam że te warstwy same odpadną.  Żyjąc z autyzmem zawsze jest się w jakimś zawieszeniu. Nie mogę przewidzieć jak długo potrwa ta terapia. Kiedy będzie można dołożyć inne. Kiedy Buras pójdzie do szkoły. Kiedy (czy?) zacznie mówić. Jest się w momencie w którym się jest. Zamiast w innym... Czas goni. Odroczenie załatwione. Byłam w szkole po papiery i przez moment pomyślałam że fajnie by było gdyby już... Ale zamiast tego ucieszyłam się, że już jest bardzo inaczej niż wczoraj...Już to umiem.

      Jest odważny. Za każdym razem nad wodą zapuszcza się głębiej. Zamiast Bałtyku mamy Bagry. Ale za to blisko domu.Widać po nim że sam jest z siebie dumny. Ubiera już wszystko co mu się podsunie. Chodzimy na zakupy- daje pani sprzedawczyni pieniądze. Jak ma dobry dzień nawet zabierze resztę. Wszystko rozumie. Wszystko dla mnie zrobi... Pomaga mi wstać z podłogi.

      Byłam na świetnym koncercie. Festiwal kultury Żydowskiej w pełni. Na koniec na bisa panowie zagrali Suite Bałkańską. Na siedem szesnastych. Popisowy numer mojego ojca. Musiałam wyjść. Trzeba mi wrzucić jego nagrania do sieci. Zamiast- żeby ludzie nie słuchali podkładów do playbacku na wiejskich festynach. Posłuchają z nazwiskiem.

      Zamiast puenty -piosenka:

      http://www.youtube.com/watch?v=CQaP2sA-Vps

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      olga.oliwkowa
      Czas publikacji:
      piątek, 04 lipca 2014 21:07
  • czwartek, 12 czerwca 2014
    • Punkt widzenia

      Obiektywizm – stanowisko filozoficzne głoszące, że przedmiot poznania istnieje poza podmiotem poznającym i niezależnie od niego.

      Taka definicja. Wydaje się, że bycie obiektywnym jest postawą która w społeczeństwie jest na wagę złota. Jak to jest że najwięcej do powiedzenia mają ci którzy nie mieli z czymś do czynienia? To już podobno modne- wklejać na facebook'u linki do nieprzeczytanych artykułów, komentować nieznane sytuacje albo wręcz narzucać innym swój punkt widzenia który niejednokrotnie równa się z włażeniem z butami w cudze cierpienie. Nie mamy do tego prawa.

      Są organizacje broniące praw określonej grupy ludzi np autystów. Ale nie mają w swoim kierownictwie nikogo ze społeczności dorosłych autystów. Chciałoby się rzec, co ty wiesz o autyzmie?

       Pani z telemarketingu dość nachalnie usiłowała mi wcisnąć mobilny internet z tabletem. Mnie. Moje życie już nie może być bardziej stacjonarne. Na cholerę mi tablet - gdzie ja z nim pojadę, do tesco? Na pół godziny? Dlaczego wszystkim potrzebny jest mobilny internet? Skąd mogła wiedzieć.. Z drugiej strony tak bardzo chcemy się wyróżniać od innych a okazuje się że wszyscy muszą mieć to samo...

      Przegryzłam się ostatnio przez biografię Beksińskich. To akurat nie z powodu mody tylko w celu odszukania jakichś wskazówek które pozwoliłyby mi zrozumieć duchy przeszłości. Znalazłam tylko taki wniosek że jak ktoś chce odejść to i tak odejdzie. Nie powiem żeby mi ulżyło.

      Mój punkt widzenia jest jeden-mam jedno dziecko , jedną terapię, nie porównuję i nie doradzam. ( A już na pewno nie będę sprzedawać swoich usług bo odbyłam pięciodniowy kurs w Stanach- są tacy co sprzedają). Z mojego punktu widzenia ale wypośrodkowanego przez dwadzieścia parę par oczy wolontariuszy wyłania się obrazek pt. : mam całkiem "dorosłego", mądrego chłopaka w domu. Chłopaka który jest coraz bardziej samodzielny, który uczestniczy w zajęciach poza domem, radośnie i z uśmiechem, poszerza własne pole manewru z dnia na dzień, próbuje świata... Wydawałoby się, że z zamknięcia nie może wyjść otwarcie- a tu proszę. największą niespodzianką było to jak Olik świetnie zareagował na przypadkowo znaleziony lunapark. Jak dzielnie odbyliśmy pierwszą od lat podróż na autodromie gdzie przez całe 3 minuty ściskał moją dłoń , chłonął wrażenia i przekraczał własne granice lęku. To co teraz możemy razem robić , to ciągle poszerzające się spektrum to mój mobilny internet.

      Ostatnio dano mi szansę wypróbowania się w nowej dla mnie roli za co dziękuję. Może nie potnę jeszcze skrzypiec na zapałki. Czasem wydaje mi się ,że nas rodziców wrzuca się do szuflady z napisem "cierpiące-monotematyczne-niewiemjaksięprzynichzachować". A tu proszę. Mam jeszcze jakieś inne zakamarki w umyśle choć ciężko je czasem wydobyć w tym moim siedmioletnim stacjonarnym punkcie widzenia. A może mi się tylko wydaje...

       

       

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      olga.oliwkowa
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 czerwca 2014 20:32
  • poniedziałek, 14 kwietnia 2014
    • dzień świra

      Dzień świstaka to wiadomo, jest codziennie. Czasem nie odróżniam poranków w kwestii-jaki mamy dzień tygodnia. W sumie to dzień tygodnia dla mnie ma twarze czterech wolontariuszy. Jak zmieniłam grafik to czasem mam na przykład dwa wtorki bo ktoś ze wtorku jest teraz w poniedziałek.

      Dzień świra zaczął się w drodze na zajęcia SI kiedy dopadła mnie klaustrofobia w tunelu i stojąc w korku nie mogłam ruszyć z miejsca bo wydawało mi się, że ten tramwaj co jedzie nad nami stoi mi na głowie. Zajęcia świetne. Podobno Olik słucha swojej pani, obserwuje inne dzieciaki się tam "bawiące" . Nie wiem wszystkiego bo grzecznie czekam pod salą. Dziś ponoć jeździli na deskorolce.

      Ponieważ przejechanie tej samej trasy dwa razy pod rząd tego samego dnia mnie przerasta, odstawiam dziecko do domu i biegnę na autobus. Cotygodniowe rozmowy z doktorem nt postępów Burasa są integralną częścią terapii. Zdążyć trzeba. No to jak pobiegłam to zatrzymałam się na jakimś metalowym dodatku do budy z jedzeniem z wypisanym menu. Nie zdążyłam przeczytać co dają ale za to rozwaliłam sobie kurtkę. Jadąc w autobusie wyglądałam jak siódme dziecko stróża. Trudno. I tak była już do wyrzucenia.

      Ostatnio jak chodzimy na spacery podchwytuję rozmarzony wzrok mojego syna jeśli gdzieś w pobliżu pojawi się chłopak z hulajnogą. Ponieważ chciałam zakończyć ten dzień czymś przyjemnym pojechałam mu kupić tą hulajnogę. W podartej kurtce.. Trenuje w salonie

      Coś się ostatnio zmienia. Znowu przeszedł tajfun emocji. Nie mam już połowy kosmetyków w łazience, brakuje gazet do targania.. Ale się uspokaja. Po raz pierwszy widziałam jak Olik wybiera sobie piłkę do nogi w sklepie, potem ją trzyma aż do samego domu, bawi się nią po powrocie a potem zdecydowanie zabiera na terapię...

      Burza przeszła. Wzeszedł księżyc . Jasno to widzę dziś we wtorek

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „dzień świra”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      olga.oliwkowa
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 kwietnia 2014 21:47
  • sobota, 29 marca 2014
    • strach ma piękne oczy

        Ludzie nie lubią niepełnosprawnych. Generalnie. Nie lubią tez chorych psychicznie. Budują szpitale za wielkimi murami. Ludzie nie lubią słabszych bo przypominają im o tym, że tez mogą być słabi. Mogą się poddać. Niepełnosprawni w przestrzeni publicznej straszą. To mogło być twoje dziecko. Strach ma oczy mojego syna. Piękne. Głębokie. Dostąpić zaszczytu aby na ciebie spojrzał-bezcenne

      Ludzi myślą, że jak napiszą w internecie -to nie mój problem- trzeba było usunąć tego potworka- to strach zniknie. Nic podobnego. Oswajamy.

      Piszę, opowiadam. Czasem nie chcę się aż tak uzewnętrzniać. Ale ciągle mam nadzieję, że dzięki temu ludzi spojrzą na mojego syna i pomyślą-ale dzielny chłopak. A nie -dobrze że nie mnie "to" spotkało.

      Społeczeństwo, które wzrusza się na kampaniach pt uwolnij psa z łańcucha albo widząc policjanta na obrazku w internecie który przeprowadził stado kaczek przez ulicę pisze potem komentarze- radźcie sobie sami. Na szczęście to nie internet tworzy system. I tak jesteśmy sami. Choć czasem uda się trafić na właściwe miejsce. Mnie się udało

      Dzięki dzieciakom takim jak mój syn ludzie, którzy mają z nim kontakt uczą się. Uczą się empatii. Takie popularne słowo. Empatia jest fajna, ale nie jeśli chodzi o kasę. Wtedy chowamy empatie do kieszeni.

      Nie trzeba się bać. Jedyne czego trzeba to samotności w problemie, izolacji. ale do tego tez można się przyzwyczaić. Dziecko z problemami działa jak reklama whiskasa. Przychodzi amant do dziewczyny a kot wybiera tego z dobrą karmą. Zostają wokół ludzie którzy rozumieją . I docenią. Reszta odejdzie. I dobrze, nie było warto

      Czasem jest bardzo pusto. Czasem mniej. Ale przynajmniej jest dobrze. Z miejsc w których się nas boją uciekamy. Nie chcemy cudzych strachów. Mam pod dostatkiem swoich. Choć teraz jak już znaleźliśmy ludzi którzy patrzą dalej niż przez pryzmat etykietki- wiem że damy radę

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      olga.oliwkowa
      Czas publikacji:
      sobota, 29 marca 2014 18:45
  • poniedziałek, 24 marca 2014
    • Z deszczu pod rynnę

      I umarł

      Dwa lata temu przeczytałam na jednym z blogów, że nawet więźniowie dostają przepustki na pogrzeby. Rodzice autystycznych dzieci nie. Fakt. Bo niby z kim miałam zostawić Burasa? Będziesz mi musiał wybaczyć dziadku.

      Chce mi się pisać, ale cokolwiek przychodzi mi do głowy jest albo osobiste albo smutne. Nasuwa mi się taki wniosek - dobrze że pada deszcz

      Kiedyś zabrałam się do pisania historii o akordeonach ojca. Koncertowy pytał tego drugiego od chałtur, czemu już nikt na nim nie gra. Potem rozmawiały o miejscach w których było na nich grane. Repertuarze. Ten większy rozbrzmiewał Bachem, a ten mały folklorem.. Castagnari z weltmeistrem kłóciły się o to, który był ważniejszy. Może pogadają sobie teraz z dziadkową mandoliną. Robi się coraz ciszej

      Olik zrobił kanapkę. Przyniósł sobie serek i łyżkę z kuchni po czym naładował całą zawartość opakowania na kromkę chleba. Nie mieściło się do buzi, ale był bardzo zadowolony

      Minęliśmy rok od zaczęcia 3i w Krakowie. Gratuluję sobie, że ogarniam. Dziękuję naszym ochotnikom, że tak dzielnie pracują. Mamie że jest. Podobno przeszliśmy punkt wyżej w średniej ewaluacyjnej. Dobrze. Ja tam nie widzę cyferkami. Widzę to w codzienności.


      "Jeśli chcesz oglądać tęczę, mu­sisz dziel­nie znieść deszcz. "przysłowie chińskie

      zobaczymy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      olga.oliwkowa
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 marca 2014 22:20
  • poniedziałek, 10 marca 2014
    • budzik

      Podczas ostatniej mojej rozmowy z dziadkiem powiedziałam mu, że wrócimy do domu najwcześniej za dwa lata. Odpowiedział mi że w takim razie on musi jeszcze tyle pożyć. Roześmiałam się. Przecież dziadek jest niezniszczalny. Teraz leży na OIOM'ie. Maszyny. Rurki. Słabe serce.

      Mówimy do niego. Trudno jest mówić do kogoś kto jest nieprzytomny. Kolana miękną. Głos się zapada w gardle. Ciszę przerywa tylko oddech regulowany przez maszynę. Trudno jest pojechać 80 kilometrów jak się ma w domu terapię. Mama jeździ codziennie.

      Olik wyczuwa najmniejszy stres. Jeśli cokolwiek się działo od razu widać było w jego zachowaniu zmianę. Ostatnio częściej płacze.

      Nasz dom w Jejkowicach jest pusty i zimny.

      Byliśmy w parku. Biegam za Olikiem a on jest coraz szybszy. Zauważył wózek z maluchem więc wystartował. Nie zdążyłam zareagować. Olik chciał się tylko przywitać. Niestety pacnął chłopaczka w smoczek a ten się rozpłakał.. Chłopczyk, nie smoczek oczywiście. Mina jego tatusia pt. "weź tego barbarzyńcę". Nie musiałam.. Olik pobiegł dalej. Tak bardzo chce do dzieci..

      Obudź się dziadku. Trzeba w piecu rozpalić. Ogrzać dom. Ktoś musi czekać na nasz powrót. A potem będziemy żyli długo i szczęśliwie...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      olga.oliwkowa
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 marca 2014 21:24
  • wtorek, 25 lutego 2014
    • proteza mowy

      Czytam dużo blogów o autystach. Albo samych osób z autyzmem. Od nich można się dowiedzieć najwięcej. Żyjąc z autyzmem u boku trzeba mieć w sobie dużo pokory. Trzeba być czujnym żeby nie przegiąć w żadna stronę. Nie damy rocznemu dziecku roweru ani piętnastolatkowi prawa jazdy. Umiejętności motoryczne nie zawsze idą w parze z dojrzałością emocjonalną i wyobraźnią

      Brak mowy nie oznacza braku komunikacji-ale do tego trzeba dojrzeć. Trzeba się nauczyć patrzeć tak żeby zobaczyć, a to czego nie widać wyczuć. Ot trochę trudniej ale to wykonalne. Żeby nie zauważyć jak moje dziecko potrafi się komunikować trzeba mieć protezę mózgu. Łatwiej jest wymagać od niego żeby się odezwał niż postarać się go zrozumieć

      Czy nie chciałabym żeby mówił? Marzę o tym. Przede wszystkim ze względu na niego. Byłoby mu łatwiej. Ale go nie popędzam. Pracuje tak dzielnie, daje z siebie wszystko. Trzeba mu zaufać. A jeśli nie przemówi? Są inne sposoby. Niewerbalni autystycy tak pięknie piszą.. Czasem mam wrażenie, że ta ich cisza na papierze ma więcej przekazu niż niejeden głos z eteru

      Jeśli ma ochotę na jajecznicę wyciąga patelnię. Jeśli ma być jajo na twardo- przynosi garnek. A jak za bardzo się guzdram to sam miesza łyżką. Pomocnik kuchenny.

      Ostatnio zaczął sam myć włosy. Moje tez umył. Dba o mnie mój Olik

      Na razie nie zakładamy protezy.

      Rozmawia ze mną bez słów

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      olga.oliwkowa
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 lutego 2014 21:06
  • piątek, 21 lutego 2014
    • Oczy szeroko otwarte.

      Są różne dni. Takie gdy mam ochotę spakować się i wrócić do domu, ale także takie jak dziś. Kiedy zbieram śmietankę z wierzchu i uśmiecham się do wszystkiego i wszystkich myśląc sobie że jednak miałam rację. Instynkt mnie nie zawiódł

      Najpierw było Zoo.. Czekałam na to prawie siedem lat. Nie chodzi o to żeby przegonić płaczące dziecko prze ogród, na siłę ciągnąc w stronę słonia a potem powiedzieć sobie- o, zaliczone. Chciałam wybrać taki moment kiedy miałam przeczucie że to zoo zobaczymy oboje. Że jak pokaże mu słonia to się zdziwi a jak zobaczy karmienie fok to go to zaciekawi. Bez stresu związanego z nowym otoczeniem, bez nerwowego biegania w te i z powrotem, bez obowiązkowego sportowego obuwia na nogach w przypadku kiedy Olik nagle wpadłby w swój zwyczajowy sprint w byle jakim kierunku.. Chciałam żeby skorzystał z takiej wycieczki. Zobaczył wszystko szeroko otwartymi oczami. Udało się

      A dzisiaj? Dzisiaj był na swoich pierwszych zajęciach SI w Centrum Maltańskim. Nowa sala. Nowa pani. Nowe wyzwania. I co? Wszystko! Po prostu! Wszedł i oswajał. Zaliczył wszystkie możliwe sprzęty. Huśtawki, walce, tunele, ścieżki, nawet zawisł na trapezie. Z uśmiechem na ustach, z panią za rękę, pozwalał się prowadzić w nowe rejony.. Podobno rzadko się zdarza żeby dziecko tak się otworzyło na pierwszych zajęciach. No to się zdarzyło. Olik jest wielki!

       

      Z tego miejsca chciałam podziękować Centrum Maltańskiemu że nas przygarnęli mimo iż my ze Śląska som, wszystkim zaangażowanym w terapie 3i, i przede wszystkim naszym wolontrariuszom. Tym obecnym i tym którzy poświęcili dla nas czas w ciągu minionego roku. Wykonaliście kawał dobrej roboty. Dziękuję

      Co dalej? Praca, praca , praca... a potem zobaczymy!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      olga.oliwkowa
      Czas publikacji:
      piątek, 21 lutego 2014 12:05
  • sobota, 01 lutego 2014
    • Sekretne życie O.P

      O czym myśli mój syn? Nie wiem. Co będzie chciał jutro robić? Nie wiem. Zapytam. Czy odpowie? Nie wiem. Może powie KA,  a może nie. Domyślę się. Od tego są matki.

      Oglądałam Sekretne życie Waltera Mitty. Ładna bajka. O tym jak można się zawiesić na swoich marzeniach. Też tak robię. Tyle że do mnie Sean Penn nie wysyła wskazówek jak znaleźć kwintesencję "życia".

      O czym marzę? Lista w kolejności przypadkowej. O kawie u koleżanki z której dzieckiem mój syn mógłby się pobawić w czasie gdy ją wypiję. O spacerze plażą i rozmowie o zamkach z piasku z Olikiem. O tym że zabieram go na rynek, wsiadamy do bryczki i jedziemy na przejażdżkę. Że pakujemy się na tydzień w góry i uczymy nart od podstaw. O lodowisku na Błoniach. O psie. Kocie. Kumplach Olika wpadających po niego w drodze ze szkoły. O tym ze zbierają się na podwórko a ja biegnę za nim wołając żeby nie zapomniał o której jest obiad. Lista jest długa.

      Ostatnio usłyszałam ze moje życie polega na otwieraniu drzwi wolontariuszom. Ot, taki żart, trochę niesmaczny. Strawiłam. Otóż nie. Moje życie polega na byciu obok czegoś co się dzieje. Dobre tło jest potrzebne. Polega też na obserwowaniu, dostosowywaniu, pilnowaniu, uczeniu, kochaniu, gotowaniu, dokumentowaniu i jeszcze tysiącu drobiazgów które składają się na to że dziś jesteśmy już daleko, daleko od punktu w którym startowaliśmy.

      Olik umył zęby. Po prostu. Wziął szczoteczkę i szoruje. To już tydzień, chyba tak zostanie. Patrząc wstecz, widzę małego człowieka który bał się wszystkiego co jest za drzwiami, wyrzucał ludzi z mieszkania , płakał na dźwięk odkurzacza i nie chciał tolerować żadnych zmian. A dziś? Dziś widzę chłopca który na placu zabaw siada na konika i huśta się z przypadkowo napotkaną dziewczynką.

      Widzę chłopca, który siada na nowe sanki i śmiga z górki wiedząc, że mam jest za plecami więc nic mu nie grozi. Widzę jak wita codziennie z uśmiechem na twarzy czworo wolontariuszy i zaprowadza ich do sali w której pozwalamy mu na kontrolowanie swojej rzeczywistości. Brzmi groźnie? Otóż nie. Tak, to właśnie tak działa. Wydaje się, że nic się nie dziej. Miesiąc skakania na trampolinie- a potem nagle okazuje się że można wyjść z domu bez obawy, że nagły przypływ potrzeby biegania spowoduje u mnie nerwową pogoń w celu uniknięcia potencjalnego niebezpieczeństwa którego on w ogóle nie zauważał. Stoimy na pasach. Trzymam w ręku sanki. Niepotrzebny mocny uścisk dłoni..

      Widziałam też Olika zapatrzonego jak chłopaki obok placu zabaw grali w nogę. Jak on ich obserwował.. Wystarczy podejść i się dołączyć. Jakie to wydaje się proste. A jakie trudne..

      Tydzień w górach? Może już niedługo. Kawa u koleżanki ze wskazaniem na dziecięcą zabawę? W zasięgu ręki?

      Czas. Terapia to nie katar który trwa siedem dni jak jest leczony a jak nie to też siedem. To neverending story. Jak mam wytłumaczyć dziadkowi kiedy wrócimy do domu? Sama tego nie wiem. Bo on chciałby już. Już nie możemy. Jeszcze nie jest to już ale raczej bliżej  niż dalej

       

      http://www.youtube.com/watch?v=xcyuKUtgyZ8



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      olga.oliwkowa
      Czas publikacji:
      sobota, 01 lutego 2014 22:33
  • środa, 08 stycznia 2014
    • dziecko wtorku

      Mój ojciec gdyby żył, skończyłby dziś 61 lat.

      David Bowie też jest z ósmego stycznia.

      Artyści...

      Nie jestem dobra w składaniu życzeń. (Od siego) do siego roku! Pomyślności.

      A sobie?

      Patrząc wstecz ten rok miniony mogłabym uznać za dość udany. To czego nie mogłam do końca przewidzieć czyli reakcji Olika na zafundowaną mu intensywną terapię-okazało się łagodnym wejściem w system tygodnia pracy i wolnej niedzieli. Olik wdrożył się szybciej niż ja. Musiałam się przyzwyczaić że dom jest jednocześnie miejscem gdzie przewija się sporo osób związanych z jego terapią a moje życie społeczne odbywa się na portalu społecznościowym.. Ale to w sumie nie nowina.

      Tak zdecydowałam. Trzymam się zasad które są ustalone w trakcie trwania 3i. Nie jeździmy na wakacje. Nie chodzimy na urodziny. W tym roku po raz pierwszy od diagnozy zaczęłam zabierać dziecko do supermarketu raz w tygodniu. Znosi to dzielnie. Gdyby nie znosił nadal robiłabym samotne zakupy. Tak jest mi raźniej.

      Poszerzyło się znacznie spektrum miejsc w które mogę go zabierać i on je akceptuje. Chyba że trafiamy na basen o złej porze i brodzik zajęty przez pieluchowe maluchy które aż kuszą żeby je niechcący potrącić albo lekko opluć wodą... Olik zaczął "kochać" wszystkie dzieci, tyle że na razie w sposób który jeszcze nie wszystkie tolerują...

      Dziś na placu zabaw wzruszenie uwięzło mi w gardle. Od paru dni pojawiło się zainteresowanie Burasa karuzelą. Wcześniej wybierał tylko huśtawkę. Kręciliśmy się już dobre 10 minut gdy nagle na plac wbiegła różowa dziewczynka. Od stóp do głów różowa-oprócz blond włosów. Olik przebiegł obok i pacnął ją w ramię. Uśmiechnęła się. Potem wróciliśmy na karuzelę a ona za nami. "Chcesz się kręcić?" spytała Olika. Powiedziałam jej że Olik jeszcze nie umie mówić ale na pewno się dogadają. Ona na to "Aha, bo ja już jestem na tyle duża że mówię". Potraktowała go jak młodszego kolegę. Rozkręciłam ich oboje. Olik wpatrzony w dziewczynkę jak w obrazek, uśmiechnięty, zadowolony. Wyglądali z boku jakby się świetnie bawili. Potem ona kręciła Olika. Stałam jak słup. Zobaczyłam swoje życzenia noworoczne. Niech się dzieje.

      Mój syn urodził się we wtorek. Od tamtego wtorku już nigdy nie będę sama

      A to piosenka o czwartku. Tego drugiego jubilata. Dlaczego warto pytać Davida? Bo wie... ;)

      http://www.youtube.com/watch?v=z1MSgWeZqAU

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      olga.oliwkowa
      Czas publikacji:
      środa, 08 stycznia 2014 22:45