Menu

Jak się robi cuda

Postaram się w miarę możliwości oddać atmosferę domu w którym odbywa się proces przebudzenia syna a raczej przebudzenia świata aby syn mógł do niego dołączyć....

Nitka od kłębka

olga.oliwkowa

bl

 

Ktoś mądry powiedział ostatnio że podążanie za dzieckiem nie oznacza podążania w sensie dosłownym ale należy to rozumieć poprzez dostosowanie naszych działań do aktualnych potrzeb. Zawsze byłam po stronie podejścia które nie narzuca tempa, sztywnych zasad i reguł a raczej daje pole do naturalnego rozwoju. Problem polega na tym że można za bardzo odfrunąć od rzeczywistości albo wpaść w skrajną drogę która nie daje dziecku wyboru. Teraz jesteśmy gdzieś pomiędzy

Uczymy się oboje. Moja potrzeba kontroli i stabilizacji czasem wyprzedza stan faktyczny , wtedy trzeba się trochę cofnąć i znaleźć nitkę która wychodzi z tego kłębka żeby nie ciągnąć niewłaściwej. Na siłę nic nie zdziałamy , kiedy widać że coś się rozwija, nić wydłuża a nie plącze to znaczy że trafiono w sedno.

Czasem tak bardzo chcę przyspieszyć że szukam rozwiązań skrajnie różnych, myślę o rewolucji i czuję że tylko duża zmiana pomoże mi ruszyć do przodu. Fakt jest taki że nic nie da ucieczka na nowy teren jeśli i tak zabierzemy ze sobą ten stary bagaż. Ostatnio walizka z trudnościami robi się lżejsza. Pole do wyjścia rozszerza się bo zwiększa się Olikowa świadomość i pewność siebie.

Zdarzyło się coś niezwykłego. Podczas wizyty w naszym ulubionym Muzeum podszedł do chłopca w swoim wieku i podał mu rękę żeby się przywitać. To jest bardzo ważny punkt wyjścia do dalszych kontaktów. Czuję (wiem) że to nie było przypadkowe . To było jak najbardziej świadome działanie z jego strony. Punkt zwrotny otwierający inny poziom funkcjonowania. Także mojego. Mogłabym to przegapić gdybym szła innym tempem

Teraz czekają nas małe zmiany które pozwolą dogonić te niesamowite rzeczy które dzieją się w szkole. Olik przynosi szkołę do domu a nie spodziewałam się tego po tak krótkim czasie od momentu rozpoczęcia zajęć. 

 Czasem żeby poczuć że coś się zmieniło wystarczy dopasować do siebie wszystkie elementy układanki i zrobi się całkiem nowy obrazek z niezłym widokiem na przyszłość. A to już moje zadanie

 

 

 

 

 

Teatr jednego widza

olga.oliwkowa

Kiedy miałam 10 lat i byłam utalentowanym dzieckiem z małymi skrzypcami ktoś powiedział mi , że nieważne jest ile osób znajduje się na widowni. Zawsze trzeba grać na 100 procent nawet dla jednej osoby

Pewien rodzaj emocji zarezerwowany tylko dla wtajemniczonych. Dla tych którzy wiedzą jak to jest kiedy coś co wydobywa się z bliżej nieokreślonego środka człowieka porusza i dotyka bliżej nieokreślonego środka drugiego człowieka. Muzyka

Scena czasem jest przyjazna, czasem odkrywa słabe punkty. Trzeba umieć sobie radzić z balansem i zaakceptować fakt że nie zawsze będzie idealnie a własne ucho jest najsurowszym krytykiem

Zeszłam ze sceny. Nie jestem tylko widzem , raczej suflerem, kostiumologiem i organizatorem. Scenariusz pisze się na bieżąco. Często stoję za kamerą lub aparatem dokumentując wydarzenia z życia mojego syna. 

Nie powiem że to wystarczy. I nigdy nie uwierzę że ktoś jest zadowolony w sytuacji kiedy cała historia życia pisze się tylko literami swojego dziecka. Nie mogę być zadowolona. Straciłabym motywację . Weszłabym w schemat matki polki uśmiechnięto-cierpiącej. 

Czy jutro czekanie będzie trudne? Czy 10 minut na korytarzu przed zajęciami zamieni się w szalony pościg ? Czy ubiorą się nowe skarpetki czy dalej zmęczymy te dziurawe? Czy plecak zaniesie się do domu czy wyląduje w kałuży? Czy dobrze schowam nowy płyn do prania choć mało zostało tajnych skrytek? Czy wytrzyma trzy godziny w szkole? Czy dobrze wybrałam na dziś danie dnia?

Pytam sama siebie codziennie . Bezgłośnie. Kurtyna dnia opada bez oklasków.

Cisza jest dobra na wszystko

Za murem

olga.oliwkowa

Dążymy do wyjścia. Albo raczej do wejścia w świat. Cała ta droga ma na celu odnalezienie sobie miejsca wśród ludzi. Poprzednia placówka w której byliśmy godzinę ( o godzinę za długo) była gettem. Ta nowa jest oknem

Oglądam ludzi z boku. Obserwuję. Jestem wyjęta z kontekstu od paru lat. Wydawało mi się, że to jest mój odosobniony problem. Ale chyba nie. Wygląda na to że ludzie którzy żyją (nie lubię tego określenia) normalnie też czują się wyobcowani. Przestaliśmy rozmawiać? Klikamy i klikamy. Dzielimy się na części zamiast patrzeć do przodu. Ludzie przypinają sobie nowe łatki. A nie muszą. Zapisują się do mikro sekt w których mogą rozmawiać o jedynych słusznych poglądach

Nie wiem czy to od smogu czy od odwilży wszystko wydaje się takie czarne wokoło. Ludzie są agresywni na drodze. Ciągle ktoś trąbi. Wioząc dziecko do szkoły mam ryzykować i łamać przepisy bo komuś się spieszy? Dlaczego ktoś kto jest za mną ma być ważniejszy? Bardziej mu się spieszy? Jego cel jest wyższy w hierarchii? Czyjej? To, że z założenie jesteśmy na bocznicy nie znaczy że mam tak myśleć i ciągle ustępować. Spróbuję już nie

Czasem tak jest że kiedy trzeba zebrać wszystkie siły bo sytuacja tego wymaga staje się na rzęsach, czuje "moc" i robi rewolucję. Potem jak już nie trzeba walczyć opada się z sił, teoretycznie regeneruje na kolejny stan awaryjny. Im bardziej dziecko jest zaopiekowane tym bardziej zostaje miejsce na pomyślenie o choć częściowym wyjściem za mur. Co tam jest?

Znam tylko to co tu. 

zamiast puenty mój David:

David Bowie - I Can't Give Everything Away

Every Day Therapy

olga.oliwkowa

Parę dni temu pisali na portalach "branżowych" że będzie o autyzmie w serialu. No to obejrzałam. Wieczorem trudno się cokolwiek ogląda bo cykl, który składa się ( w tym tygodniu) z picia soku, odkurzania i dmuchania waniliowej świeczki naprzemiennie ewentualnie jeszcze bieganiem do kuchni żeby odkręcić i zakręcić moją kawiarkę ( a przy okazji rzucić czymś na podłogę) zagęszcza się tak bardzo że nie ma między tymi czynnościami żadnej przerwy. 

I było sobie o chłopczyku który miał długie włosy z tyłu a grzywkę obciętą na krótko. Skąd ja to znam. Z dzieckiem nie było kontaktu. Matka została sama. Chłopczyk dostał gorączki. Pojechał do szpitala. I potem dalej okazało się że to nie autyzm. Objawy neurologiczne mogą dawać fałszywy obraz autyzmu. Może się tak zdarzyć w przypadku zarażenia boreliozą. Podobny przypadek jest opisany przez Agnieszkę Szpilę w "Łebkach od Szpilki". Jest tabletka, jest lepiej. W serialu był nagły cud. Stefanek przemówił słowami "Cześć mamo" i trochę nie wytrzymałam nerwowo. Co pomyślałam? A może ktoś się tu pomylił? Proszę... Dajcie mu jakąś tabletkę. Czy naprawdę muszę dwa lata czekać aż zaakceptuje granatowe spodnie zamiast zielonych albo na powitanie człowieka nie będzie walił w plecy z entuzjazmem tylko poda mu rękę? 

I po co mi to było.. To nie ma nic wspólnego z brakiem akceptacji. Z wyparciem. Ze zmęczeniem materiału i brakiem perspektyw. To po prostu wszystko jest bardzo trudne. A tu myk i jest cud.

Każdy najdrobniejszy postępik to praca, praca, praca. Ostatnio pokazał gest "koniec" jak minął czas zajęć. To że jest mądry to ja wiem. Trzeba mu było tylko pokazać, że coś czego się go uczy może mu się do czegoś przydać. 

Jeden dzień taki a drugi owaki. Raz jest łagodnie a czasem jest draka. Samemu można dostać od tego huśtawki emocjonalnej. Wolałabym hamak na plaży. 

Wszystko ruszyło do przodu , zdecydowanie. Olik lepiej ogarnia zajęcia dydaktyczne w szkole niż ja przygotowuję pomoce. Wydrukowało mi się dzisiaj dziewięć kartek z połową kółka i ćwiercią trójkąta. Może jakiś kurs graficzny zrobię. Online oczywiście. Albo lepiej przypomnę sobie jak się rysuje od linijki. Jutro czekają prostokąty

To nie koniec serialu. Następny odcinek wkrótce

O czym teraz myślisz?

olga.oliwkowa

Od paru tygodni zastanawiam się jak opisać to co się teraz dzieje. Od paru lat zastanawiam się codziennie, w każdej minucie dnia jak dotrzeć do własnego dziecka

Niemowlak rozpoznaje mamę. Uśmiecha się, tuli i gaworzy. Potem pojawiają się pierwsze słowa. Wszystko dzieje się naturalnie. Bez wysiłku. Rodzi się więź. Smoczek, gryzak, książeczki z obrazkami. Autka, lalki, misie , przytulanki. Potem długopis i zeszyt. Literki, słowa, zdania, szkoła, koledzy i koleżanki. 

Pamiętam jeszcze przed diagnozą nie rozumiałam dlaczego on ciągle biega. On nie zaczął chodzić. On zaczął uciekać. Ta ucieczka trwa do dzisiaj. Nie wiem przed czym ucieka albo za czym goni. Mimo tego całego ogromu informacji nt autyzmu i tak nie rozumiem dlaczego w maju można iść na basen a we wrześniu nie. Dlaczego kanapka jest dobra w grudniu a w styczniu trzeba potrzeć ser na tarce i posolić pomidor. Wiem kiedy coś się zmienia i instynktownie potrafię odgadnąć co akurat może spasować . Nie wiem skąd wiem. Czasem po prostu idąc przez sklep zauważam jakiś produkt i czuję że będzie mu smakowało

Wstał o piątej. Usłyszałam śmiech. Potem kroki na schodach. Zanim zdążyłam zrobić kawę wytargał kontakt ze ściany. 

Akurat tak się złożyło, że on poszukuje mocnych wrażeń. Skrajnych emocji. Jednocześnie to wszystko od razu musi mieć schemat. Moje przerażanie i gniew odbierane są jak zachęta do zabawy i jednocześnie są przewidywalne. Jeśli przestanę reagować na kontakty znajdzie coś innego

Jeśli przestanę reagować na kontakty może stać się coś złego. Zakleiłam taśmą. Tymczasowo

Szkoła postanowiła połączyć siły z domem. Wezmą pod skrzydła wolontariuszy. Równocześnie wykorzystują rzeczy które są opracowane w terapii. Współpraca. Ktoś nareszcie wziął i zdjął ze mnie całą odpowiedzialność. Zostawili konkretne wytyczne. I poczucie ulgi. Nauczą jego . I mnie. Jak pomyślę że ktoś nam tej placówki nie polecał to dostaję gęsiej skórki . Dobrze że mam ten instynkt. Nie ma co się oglądać wstecz. Szkoda czasu na wspominanie i wypominanie. Wyczyszczę dysk. Zostawię miejsce na nowe dane

Niby jesteś obok a jednak daleko. O czym teraz myślisz synku? 

 

© Jak się robi cuda
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci