Menu

Jak się robi cuda

Postaram się w miarę możliwości oddać atmosferę domu w którym odbywa się proces przebudzenia syna a raczej przebudzenia świata aby syn mógł do niego dołączyć....

Strasznie śmieszne

olga.oliwkowa

Ktoś opublikował fragment wypowiedzi chorego psychicznie człowieka a usłyszał ją bo prowadził jego terapię. Niby nic groźnego. Żadnych nazwisk, danych aczkolwiek pojawia się nazwa szpitala. Dlaczego tak mną to wstrząsnęło? Szpitale psychiatryczne to miejsca zapomniane przez boga i ludzi. Może nie wszystkie.. Raz po raz pojawia się informacja w mediach jak ta dziedzina zdrowia jest przez nasze państwo niedofinansowana. Pachną śmiercią i szaleństwem i z tego co przeczytałam nawet przez pracowników nie są traktowane poważnie.

Jak by to było gdyby lekarz śmiał się na fejsbuku z wyciętego czyraka, prawnik komentował absurdalne kłótnie powodów na sali rozpraw a psycholog dziecięcy opowiadał z ironią jak żałosny jest widok uderzającego głową o podłogę trzylatka z autyzmem? Czy chciałabym się zwrócić do takich osób o pomoc? Nie. Pacjent nie jest generatorem śmieszności i nigdy nie powinien być. Choroby psychiczne w tym względzie są najbardziej narażone na chichot.

Człowiek chory jest słaby a słaby człowiek jest idealnym celem różnych ataków. Człowiek inny jest słaby. Człowiek leżący jest kopany. Prawda stara jak świat. Patrząc na bliską osobę która wymaga leczenia a otrzymuje jedynie pogardę i taśmowe traktowanie pojawia się bunt i wściekłość. Każda placówka to zamknięty zestaw ludzi i podejścia na które człowiek z zewnątrz nie ma wpływu. Jest się bezsilnym. Jak to zmienić? Co musi się stać żeby nie pojawiały się artykuły takie jak ten :obóz koncentracyjny w dziecięcym psychiatryku    czy ten:    Lot nad kukułczym gniazdem  ?

Jak zaufać? Szukać do skutku, przebierać, robić selekcję ... Dlaczego ludzie dysponujący władzą nad innymi wykorzystują ją to odreagowania własnych kompleksów? Ostatnie pytanie- czy osoba, która postępuje w ten sposób  chciałaby, żeby role się odwróciły i z "pomagającego" stała się tym śmiesznym, beznadziejnym ,nie zasługującym na szacunek, przeszkadzającym społeczeństwu nienormalnym chorym przypadkiem.

Po prostu ucieszyć

olga.oliwkowa

Trzeba się cieszyć, że dziecko w wieku ośmiu lat zjadło swoją pierwszą sałatę. I kiełki. A nawet zielonego ogórka i szczypiorek. Jak dobrze po prostu położyć jeden talerz i widzieć , że nie ma już oporu przed nowością. Oporu przed jedzeniem w innym miejscu i nie konieczniecznie przygotowanym przez siebie. 

Trzeba też ucieszyć się że otwarcie na innych jest tak wielkie , że bierze za rękę obce osoby żeby mu pomogły wejść do basenu albo "pożyczyły" swoją piłkę. Nawet nie ma awantury jak nie chcą. Nie każdy pożycza, tego jeszcze muszę go nauczyć

Sytuacje nowe pokazują jak wiele już zostało zgeneralizowane. Jeśli można sprzątać szklanki w domu, można też robić to na wyjeździe. Można wyjeżdżać. Pamiętam czas gdy nie dało się wyjść za próg domu. Zawsze będę to pamiętać bo dla człowieka nie ma nic gorszego od przymusowego zamknięcia. I nie mówię tu o swoim synu

 Zamiast rzucania piaskiem na oślep i biegania wzdłuż linii brzegowej pojawia się radość z kąpieli i próba unoszenia na wodzie. Jeśli tylko jedna pani w ciągu godziny dostaje przypadkiem zlepkiem błota to jest sukces. Tak się ucieszyłam, że zapomniałam przeprosić

Poznaje miejsca użyteczne w przestrzeni publicznej po symbolach. Nie wiem jak i kiedy to się stało. Stało się. On patrzy i się uczy. A ja odczuwam ulgę. Nie chcę i nie mogę być zawsze jak pies przewodnik. Może niedługo będę mogła pozwolić sobie na chwilową utratę czujności. 

Trudno się ucieszyć czasem bo z braku dystansu pewnych rzeczy się nie zauważa. Jak nie załapię się na natychmiastową radość to sobie potem przypominam. 

Jesteś dzielny Oliku. Jesteś mądry. Cieszę się, że mogę o tym napisać

Człowiek cień

olga.oliwkowa

Jest się kimś. Kończy się szkołę, studia, coś tam... Idzie do pracy, na scenę, gdzieś. Ludzie oceniają. Jeśli twoja praca jest dobra dostajesz premię. Jeśli twoja muzyka powoduje wzruszenie dostajesz brawa. Jeśli rzeczy które wykonujesz są piękne jest na nie popyt. Jeśli zostajesz cieniem własnego dziecka permanentna ocena społeczeństwa pod kątem tego jak go wychowasz staje się twoim alter ego.

Dziecko rodzi się. Jest śliczne, zdrowe. Nadaje sens, porządkuje chemat, ustala rytm dnia. Potem dostaje się papier który zmienia życie. Nie wraca się do pracy, na scenę, gdzieś. Szuka się sensu na nowo choć schemat pozostaje niezmienny przez długi czas. Rzeczy które wykonujesz służą do jedzenia, praca obraca się wokół prozaicznych codziennych czynności utrzymujących ład i porządek tak aby od świtu do zmierzchu utrzymać się na powierzchni. Muzyka cichnie

Chce się być kimś. Kimś własnym. Nie tylko cieniem. Z wyobcowania i rutyny zaczyna się pisać bloga. Dekorować mieszkanie. Mieć na coś wpływ. Desperacko próbuje się kontrolować jak najwięcej. Bo jak coś przestanie świecić to i cień zniknie

Czytałam ostatnio że jak ma się za dużo pytań to nie ma miejsca na odpowiedzi. Trzeba zrobić przestrzeń.

Znaleźć nowe źródło swojego światła. Iść obok ale nie zapominać, że jest się kimś odrębnym, pojedynczym mimo iż na zawsze jest się związanym rodzicielskim węzłem ze "swoim nadzwyczajnym słońcem"

Próba sił

olga.oliwkowa

Często czytając blogi, książki autystyków natrafiam na opis tzw meltdown- w wolnym tłumaczeniu : załamanie nerwowe. Dla kogoś z boku kto nie ma pojęcia o autyzmie będzie to po prostu dziecięcy foch. Fochy strzela się dla widowni. Autystyk który jest "przebodźcowany" będzie krzyczał, rzucał się na podłodze nawet na pustej sali. 

Dlaczego o tym piszę? Bo sama czasami mam problem zamieniając się w kogoś z boku, patrząc jak moje kolczyki lądują na schodach, żwirek z kuwety fruwa po kuchni a tempo przemieszczania się po domu wzrasta do prestissimo. Wtedy na chwilę zapominam że akurat godzinę wcześniej wydarzały się nowe, niespotykane rzeczy, na które moje dziecko wydało wszystkie zasoby energii potrzebnej do kontrolowania swojego ciała, zachowania, trzymania się zasad i ogarniania miliona bodźców.

Umiejętność przewidzenia i kontrolowania "napadu" pojawia się wraz ze wzrostem samoświadomości. Trzeba było ośmiu lat żeby krach zakończył się dobrowolnym przytyleniem się do mamy zamiast np. ugryzienia czy trzepnięcia znienacka.. Wydłuża się czas przebywania w różnych miejscach publicznych i stosowania się do panujących tam zasad- mogę sobie tylko wyobrazić ile go to kosztuje. Meltdown porównuje się do szklanki z wodą. Osoba z autyzmem jest w tym wypadku szklanką w ktorej woda z nadmiarem bodźców sensorycznych dochodząc do krawędzi wylewa się. Warto czasem poobserwować zachowanie nieznanego dziecka, które wygląda całkiem normalnie aż zacznie wychodzić z siebie i zastanowić się pół sekundy zanim puści się wiązankę pięknych słów w stronę jego matki. Nasze krachy zazwyczaj zdarzają się w domu co oznacza, że Olik potrafi dużo opanować i wstrzymać się do powrotu do miejsca w którym czuje się bezpieczny.

Pewnie mi nie uwierzycie ale dziś nad wodą spotkaliśmy dziewczynkę, prawdopodobnie z "branży". Nie mówiła, dużo krzyczała i kręciła się obok Olika. W pewnym momencie przeszła obok i go dotknęła a on się uśmiechnął do niej jakby chciał powiedzieć "tak, wiem".. Niesamowite

Mam nadzieję że on wie, że ja też wiem. Nawet jak czasem brak mi sił żeby mu to okazać...

Dni których nie znamy

olga.oliwkowa

Przytargałyśmy dziś z Obi 60 kg piasku do piaskownicy. Olik oprowadzał mnie po alejkach z parasolami i leżakami. Zwiedziliśmy też dział doniczek i konewek. Wyobraziłam sobie wakacje na plaży nad Bałtykiem. Miejsca nieznane, niezbadane niosą ze sobą wielokrotność nieprzewidywalności, którą na razie trudno mi ogarnąć w sklepie ogrodniczym. Substytut plaży leży na balkonie

Przypadkiem natrafiamy na wesołe miasteczko rozłożone na parkingu przy markecie. Karuzele, autodrom, bungee dla dzieci, hałas, tłok , głośna muzyka. Pokazuje na jedną z atrakcji. Kupujemy bilet. Nie wsiada. Oddajemy bilet, idziemy do parku. Wracamy. Ciągnie do tej karuzeli. Kupujemy bilet. Wsiada. Pytam go czy lecimy do góry. "Kaba". Znaczy tak. Polecieliśmy. Wyobrażam sobie podróże samolotem po świecie. Potem wracam do rzeczywistości, która pozwala nam na 10 minut w supermarkecie. Substytut latania spakował się i wróci w czerwcu przyszłego roku. Poszukam innego

Wyjeżdżamy. Próbujemy zjeść obiad w restauracji. Czekanie jest trudne. Biegnę za nim na rynek, ledwo go doganiam. Hałas, tłum, festiwal folkloru. Biegniemy z powrotem. Pani zdążyła przynieść spagetti. Olik je palcami. Makaron można zjeść też w poprzek, nie wiedziałam tego. Jemu się udaje. Ludzie się gapią. Wyobrażam sobie jak chodzimy razem na sushi. Zaczniemy od powrotu do widelca.

Szkoła załatwiona. Wyobrażam sobie wszystko niepotrzebnie. Okaże się na miejscu. Na to jak będzie składa się tysiąc czynników, na które nie mam wpływu. Niech będzie normalnie po Olikowemu. Bez niespodzianek. Wtedy damy radę. Wyobrażam sobie jak ubrany po swojemu (bo przecież nie w koszulę z krawatem) przekracza próg, a ja po wszystkim pytam go jak było. Na razie nie odpowie

Wchodzimy w tryb letnio-terapeutyczny. Część osób wyjechała na wakacje. Czy już Wam dziękowałam? Wiem, że wrócicie bo do Olika zawsze się wraca

Co roku mówię sobie- za rok będziemy gdzie indziej. Dalej, bardziej , pewniej i bezpieczniej. Co roku łapię się na tym, że wiele się nie zmienia ale zmieniamy się my. Jesteśmy razem bardziej, razem pewni siebie i razem czujemy się bezpieczni.

Co z tego, że pewne rzeczy są wciąż nieosiągalne skoro nie znamy jutra?

© Jak się robi cuda
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci